Jeśli chodzi o designerskie kwiatowe perfumy z początku lat 2000, wydaje się, że ten styl ma powalić Cię ogromnym bukietem kwiatowych nut. Jeśli to nie załatwia sprawy, perfumiarz doładowuje go pęczkiem owoców. Nasuwa się więc następujący wniosek: odsunięto na bok świeże kwiatowe perfumy. Jednym z najwcześniejszych przykładów świeżego kwiatu był Kenzo Flower, który wszedł do sprzedaży w 2000 roku, skomponowany przez Alberto Morillasa.
W latach 90. i na początku nowego tysiąclecia świat perfum był areną eksperymentów perfumiarzy, którzy z pasją tworzyli nowe kompozycje kwiatowe. Jednym z najbardziej innowacyjnych twórców tamtego czasu był Monsieur Morillas, który zdefiniował wiele stylów perfum, które do dziś pozostają wyjątkowe. Gdy nadszedł czas na stworzenie zapachu Flower by Kenzo, twórca pragnął uchwycić ostrzejszy charakter kwiatu, jednocześnie oddając całą jego istotę. Początkowe chwile kompozycji koncentrują się na zielonych łodygach i liściach, aby wprowadzić nas w świat tego niesamowitego kwiatu. Następnie, aby uniknąć identyfikacji zapachu z konkretnym kwiatem, użył mieszanki syntetycznych i naturalnych nut kwiatowych. Powstał tym samym hybrydowy perfumowany kwiat, który nigdy nie zakwitł w żadnej szklarni czy ogrodzie. To właśnie ta nadprzyrodzona roślina sprawia, że Flower od Kenzo jest tak fascynującym przykładem w swoim gatunku.
Pierwsze chwile po aplikacji perfum Flower by Kenzo to magiczne doświadczenie zielonej łodygi. Przychodzi mi na myśl obraz przycinania łodyg świeżo ściętych róż, aby umieścić je w wazonie. Wydaje mi się, że tak właśnie chciał to ukazać twórca – pozwalając nam doświadczyć łodygi przed oszałamiającym rozwinięciem zapachu na wierzchu. W składzie znajdują się naturalne składniki takie jak fiołek, głóg i róża. Dodatkowo, dodano hedion i cyklosal, syntetyczne odpowiedniki jaśminu i cyklamenu. Gdy te elementy połączą się w sercu kompozycji, tworzą coś, co pachnie zupełnie kwiatowo, ale jest kolazem składników wyselekcjonowanych przez pana Morillasa. To kolejny przykład, że czasami analizowanie poszczególnych składników może zniszczyć efekt, jaki chce się osiągnąć. Po wielu latach noszenia tego zapachu, mogę teraz po prostu pozwolić, by jego kwiatowy akord wywoływał uśmiech na mojej twarzy, nie próbując go rozkładać na czynniki pierwsze. Flower by Kenzo ma żywotność od 6 do 8 godzin i umiarkowaną projekcję, co sprawia, że jest to idealny towarzysz na wiele godzin.
Flower by Kenzo to perfumy, które przenoszą nas w magiczny świat kwiatów, emanując zarówno świeżością zielonych łodyg, jak i pięknem naturalnych i syntetycznych nut kwiatowych. To zapach, który jest unikalnym połączeniem sztuki perfumeryjnej i natury, zapraszając nas do odkrywania tajemniczego świata kwiatów, który nigdy nie był wcześniej poznany.
Perfumy Kenzo posiadają bardzo elegancki szklany flakon o długiej, smukłej sylwetce, który wygląda jak łodyga kwiatu. Jest wyjątkowy i napewno nie znajdziemy podobnego w większości sklepów z perfumami. Myślę, że jest to jeden z zapomnianych pionierów w perfumerii. Jeśli szukasz innego rodzaju kwiatów niż te, które znajdziesz na obecnym rynku, wypróbuj Kenzo Flower. Wydaje się, że będzie to alternatywa, której szukasz.
Czasami zdarza się, że zespół kreatywny perfumiarzy wpada w pułapkę skupienia się na jednym temacie i w rezultacie tworzy nieskończone wariacje, które coraz bardziej oddalają się od pierwotnego celu. Ostatnio miałem okazję przetestować perfumy Serge’a Lutensa Le Religieuse i muszę przyznać, że w przypadku tego zapachu dyrektor kreatywny pan Lutens, wraz z perfumiarzem Christopherem Sheldrake’em, skupili się na temacie lodu. Wszystko, czego dotyka Serge w dzisiejszych czasach, wydaje się chcieć zamrozić, przypominając perfumeryjną wersję filmu „Kraina lodu”. Niestety, nie odnalazłem w tych kompozycjach radości. Nazwa Le Religieuse tłumaczy się jako „zakonnica”, a zdjęcie prasowe butelki sugeruje abstrakcyjny habit zakonnicy, który rozpościera się jak skrzydła. Lista składników jest zaskakująco krótka, składając się tylko z czterech nut zapachowych: jaśminu, cywetu, piżma i kadzidła. Niestety, po przetestowaniu próbki przez kilka dni, nie mogłem odnaleźć żadnej z tych czterech nut zapachowych. Co prawda, wyczułem lód i śnieg, które wydają się dominować, ale wszystko, co ukryte jest pod nimi, cierpi na skutek tej chłodnej otoczki.
Na początku Le Religieuse wydaje się być zdecydowanie kwiatowy, jednak ta kwiatowa esencja jest zamknięta w lodowej bryle syntetyków. Jedyną rzeczą, na którą mogę być pewien, to fakt, że dla mnie nie pachnie to jak jaśmin. Brakuje indoli, charakterystycznego dla jaśminu składnika, a cała kompozycja ma wysoki, świeży charakter kwiatowy, który jednak nigdy nie wydaje się naturalny. Przez tę dominację lodu, czuję, że otrzymuję tylko rozproszone fragmenty tego, co powinno się ze sobą połączyć. Jest to jak układanka z różnych kwiatów, które nie do końca pasują do siebie. Gdyby cała ta mieszanka spotkała się w sercu kompozycji nad kadzidłem, byłoby to wspaniałe, ale niestety kadzidła również nie odnalazłem. Wyczuwam pewne podobieństwo do elemi, jednak ponownie zostaje ono zamglone przez mrozową aurę, która zakrywa to, co może ukrywać się poniżej. Kiedy zobaczyłem na liście składników „cywet”, naprawdę się tym podekscytowałem, ponieważ pan Sheldrake ma niezwykłą zdolność do wydobycia z tego składnika czegoś wyjątkowego. Niestety, w przypadku Le Religieuse nie odnalazłem żadnej obecności cywetu. Co do białego piżma, owszem, jest go wiele, jednak cała ta zimowa chłodność, którą pan Lutens zamierzał osiągnąć, nie pozwala na odczucie pełni tych składników.
To wszystko przypomina mi sytuację, gdy ostatnio czyściłem zamrażarkę i natrafiłem na przedmiot owinięty folią, pokryty szronem. Na zewnątrz widniała etykieta, która miała identyfikować zawartość, jednak długotrwałe wystawienie na niskie temperatury sprawiło, że nie byłem w stanie rozpoznać, co dokładnie się w nim znajduje. I tak samo czuję się w przypadku Le Religieuse, że pan Lutens zbyt długo pozostawił ten zapach „na mrozie”. W oficjalnym komunikacie prasowym kończy się on słowami: „Powiedziałem młodzieży, że biel, która zaciemniała mi wzrok, to śnieg”. Prawdą jest, że najnowsza kompozycja Serge’a jest przysłonięta śniegiem i nie widać bliskiej prognozy odwilży. Le Religieuse posiada trwałość od 14 do 16 godzin i wykazuje ponadprzeciętną projekcję.